Ciucholandy -trendolandy

15 luty 2008

autor: Magdalena Nowak

Kiedyś były sklepami, do których na zakupy przychodzili ludzie mniej zamożni. Dzisiaj stały się miejscem zakupu oryginalnych ciuchów. Popularnie nazywamy je lumpeksami Takich sklepów w Poznaniu jest coraz więcej.

W latach osiemdziesiątych do ciucholandów chodziły całe rodziny, często wielodzietne, by za jak najmniejsze pieniądze zapewnić sobie ubranie na sezon zimowy. Dziś zakupy w takich sklepach przestały być symbolem niskiego statusu społecznego.
Kupując tam ubrania, mamy pewność, że idąc ulicą, nie spotkamy kolejnych trzech osób w takiej samej kurtce czy dżinsach . W labiryncie obwieszonych rzeczami wieszaków można natrafić na prawdziwe „perełki”- bluzkę od znanego projektanta czy nową torebkę znanej firmy.

Można tutaj kupić rzeczy w dobrym stanie, w modnym fasonie ,a co najważniejsze w niskiej cenie- mówi klientka ciucholandu na poznańskich Winogradach. Robienie zakupów w sklepach z odzieżą używaną stało się nie tylko modą, ale również może… uzależnić - niskie ceny zachęcają do częstszych odwiedzin w sklepie. Napawa optymizmem fakt, że zaczynamy stawiać na oryginalność i nietuzinkowość .Poza tym, cóż może być wspanialszego dla kobiety, niż godziny spędzone na wybieraniu ubrań, które można kupić za jedyne 25 złotych za kilogram?

Dzisiejsze sklepy z używaną odzieżą to często ekskluzywne sklepy, w których uśmiechnięte ekspedientki podają nam towar. Moda, tak jak i sama nazwa przyszły do nas z Zachodu. Teraz nie odwiedza się dawnego lumpeksu, teraz robimy zakupy w sklepie o brytyjskiej nazwie second-hand. Oczywiście istnieją też jeszcze ciucholandy, gdzie ważniejsza jest ilość, a nie jakość, ubierają się tam ludzie mniej zamożni.
Właściciele poznańskich second-handów prześcigają się w pomysłach, które w zamierzeniu miałyby przyciągnąć tłumy klientów. Wielu z nich zatrudnia nawet projektantów wnętrz do aranżacji wystroju takich sklepów. Prawa rynku są nieubłagane. Markowa odzież z Londynu –takimi szyldami kuszą nas sprzedawcy. Wchodząc do środka, rzeczywiście można mieć wrażenie, że znaleźliśmy się w jednym ze sklepów brytyjskiej stolicy . Ubrania są starannie rozwieszone na wieszakach, każdy egzemplarz czysty, niezniszczony i w oryginalnym kroju. Każdy tu może znaleźć coś dla siebie. Podobnie sytuacja wygląda w sklepie „Parys” na Garbarach. Ubrania w nim poukładane są kolorystycznie, co znacznie skraca czas poszukiwań wymarzonych ciuszków.



Dodaj swój komentarz